W skrócie
- Wobec warszawskiego radnego toczy się wielowątkowe postępowanie wyjaśniające dotyczące nieprawidłowości w pracy w placówce medycznej.
- Zarzuty dotyczą fikcyjnego zatrudnienia i pobierania nienależnych świadczeń finansowych, których roczna suma miała sięgać 1,7 mln złotych.
- Sprawę badają obecnie prokuratura, Okręgowa Izba Lekarska oraz przedstawiciele stołecznego ratusza.
- Podejrzany lekarz miał rzekomo przebywać w szpitalu w godzinach, w których w rzeczywistości wykonywał inne obowiązki lub nie był obecny w pracy.
Poważne kłopoty wizerunkowe i prawne dotknęły jednego z warszawskich radnych, który łączy mandat przedstawiciela mieszkańców z pracą w charakterze lekarza. Sprawa, która ujrzała światło dzienne w czerwcu 2026 roku, dotyczy wątpliwości wokół sposobu rozliczania czasu pracy medyka w jednym z miejskich szpitali. Śledczy analizują dokumentację, z której wynika, że lekarz miał pobierać ogromne wynagrodzenie, nie świadcząc w rzeczywistości usług medycznych w wymiarze godzin wpisanych w grafik.
Według ustaleń, roczne zarobki radnego w szpitalu miały opiewać na zawrotną kwotę 1,7 mln złotych. Kwota ta wzbudziła czujność kontrolerów, którzy zaczęli weryfikować, czy tak wysokie honorarium ma pokrycie w realnie przepracowanych godzinach. Istnieją poważne podejrzenia, że w czasie, gdy lekarz miał figurować w systemie jako obecny na oddziale, w rzeczywistości zajmował się innymi sprawami, co w praktyce oznaczałoby wyłudzenie publicznych środków przeznaczonych na ochronę zdrowia.
Organy ścigania i izba lekarska wchodzą do gry
Sprawa nabrała tempa, gdy do akcji wkroczyła prokuratura, która zabezpieczyła dowody i przesłuchuje świadków mogących potwierdzić lub wykluczyć obecność radnego w placówce. Równolegle własne postępowanie wyjaśniające prowadzi Okręgowa Izba Lekarska. Samorząd zawodowy sprawdza, czy doszło do naruszenia zasad etyki lekarskiej oraz czy lekarz swoim postępowaniem nie podważył zaufania do zawodu. W grę wchodzą poważne konsekwencje dyscyplinarne, z czasowym lub dożywotnim zakazem wykonywania zawodu włącznie.
Nie bez znaczenia jest tu również postawa władz miasta. Jako organ nadzorczy nad wieloma stołecznymi szpitalami, ratusz nie zamierza zamiatać sprawy pod dywan. Urzędnicy przeprowadzają audyt wewnętrzny, który ma odpowiedzieć na pytanie, jak to możliwe, że system kontroli czasu pracy w placówce zawiódł na tak ogromną skalę. Mieszkańcy Warszawy, którzy z uwagą śledzą doniesienia, domagają się pełnej transparentności i wyciągnięcia surowych konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za ewentualne nieprawidłowości w zarządzaniu publicznymi pieniędzmi.
Na ten moment radny nie wydał oficjalnego oświadczenia, w którym odniósłby się do zarzutów. Sytuacja pozostaje rozwojowa, a kolejne etapy śledztwa z pewnością rzucą więcej światła na to, czy doszło do zorganizowanego procederu, czy był to odosobniony przypadek nadużycia zaufania pacjentów oraz podatników.
